Wspomnienia z wakacji PDF Drukuj Email
wtorek, 22 października 2013 18:57

1. Z TATĄ DO SANTIAGO.

W wakacje, przed ropoczeciem pierwszej klasy tata zabral mnie na wielką, „męską wyprawę”. Bardzo lubię rodzinne wycieczki, gdy jedziemy gdzieś wszyscy razem, ale wielka, kilkudniowa wyprawa, tylko z tatą, to miało być Coś! Byłem ciekawy, dokąd z tatą pojedziemy.

Słyszałem jak rodzice rozmawiali: czy to dobry pomysł, czy dam radę, czy dla dziecka – 7 dni w drodze, z plecakiem na plecach- to nie za trudne, zbyt męczące…? Domyśliłem się, że to nie będzie Disneyland, szkoda… ale gdy usłyszałem, że tata zarezerwował bilety do Barcelony, radość była wielka! Zobaczę stadion FC Barcelony, może pójdziemy na mecz! Hura!

I rzeczywiście. W niedzielne przedpołudnie wylądowaliśmy w Barcelonie. Mieliśmy cały dzień na zwiedzanie miasta i wycieczka na stadion mojej ulubionej drużyny piłkarskiej, największy w Europie, na dodatek ze wspaniałym muzeum futbolu, była dla mnie najważniejszym punktem dnia

W nocy pociągiem sypialnym dostaliśmy się na zachód Hiszpanii, do La Coruny. Stąd zapamiętałem potężną wieżę Herkulesa, z piękną panoramą miasta i wspaniałym widokiem na Ocean Atlantycki. Tata powiedział, że to wyjątkowe miejsce, które chciał mi pokazać, zaczyna się – dla nas – właśnie tutaj, wśród pól i lasów Hiszpanii. W La Corunie kupiliśmy „paszporty” pielgrzyma i wyruszyliśmy w drogę, szlakiem św. Jakuba. Szliśmy razem przez kilka dni, niosąc cały swój turystyczny dobytek na własnych plecach. Dużo rozmawialiśmy, czasem tata milczał, a ja zastanawiałem się, co takiego wyjątkowego jest w tej ścieżce, czym różni się od tej blisko domu… Tata nareszcie miał czas, żeby odpowiadać na wszystkie moje pytania, a gdy znów milczał, ja podśpiewywałem piosenki zapamiętane z przedszkola, jak na Śpiewającego Włóczykija przystało

Na szlaku do Santiago de Compostela, jak powiedział tata najstarszym szlaku pielgrzymek chrześcijańskich, zwanych CAMINO, co znaczy DROGA, byliśmy na ogół sami. Czasem spotykaliśmy pielgrzymów, głównie z innych krajów, z którymi tata rozmawiał w różnych językach, a ja próbowałem swoich sił w angielskim, przypominając sobie słówka poznane w przedszkolu. Podczas wspólnych kolacji, w wyznaczonych na szlaku miejscach noclegowych, tzw. albergach, przy jednym stole słychać było wiele języków. Pielgrzymi opowiadali skąd idą, jak długo są w drodze. Pamiętam pana, który pielgrzymował od ponad 30 dni, idąc do Świętego Jakuba, aż z Włoch.

Bardzo się cieszyłem, gdy dotarliśmy do celu. Tata obiecał mi duże lody i dotrzymał słowa. Były pyszne! Idąc CAMINO szukałem muszelek, to taki symbol Świętego Jakuba. Doprowadziły nas one do najważniejszego miejsca w Santiago, do katedry zbudowanej nad grobem Świętego Jakuba. Cel osiągnięty! Całe miasto piękne, stare, zabytkowe, z wieloma krętymi uliczkami, niemal jak z bajki. Bardzo mi się tu podobało, ale trochę zaczynałem już tęsknić do domu…

Pamiętam, jak ostatniego dnia, przed powrotem do domu, poszliśmy z tatą pożegnać się z Santiago, do katedry św. Jakuba, akurat była msza odprawiana przez dwóch księży, jednym z nich był Polak. Jak podeszliśmy do komunii świętej, nie wiem skąd, w jaki sposób, ale ksiądz rozpoznał w nas Polaków i powiedział do mnie po polsku, żebym podszedł i pobłogosławił mnie. Widziałem, że tata był bardzo wzruszony.

Ale największe wrażenie zrobiła na mnie olbrzymia kadzielnica, którą siedmiu panów rozbujało pod koniec mszy, aż po samo sklepienie katedry.

Nigdy nie zapomnę tej wyjątkowej wyprawy z moim tatą. Wiem, że to nie była zwykła wycieczka… W przyszłym roku zostanę w domu i będę opiekował się mamą i naszym najmłodszym bratem, podczas, gdy na męską wyprawę tata zabierze Kajtka. Ciekawe dokąd pojadą…

IGNACY ZIĘTEK.

Poprawiony: wtorek, 11 lutego 2014 10:59
 

Przypominacz

W czwartek 26 lutego - Dzień Dinozaura.

Strona chwilowo nieaktualna - zapraszamy na nasz profil na FACEBOOKU.